Turniej w Ledu, Chiny
Link 01.08.2011 :: 15:43 Komentuj (0)
Po zeszłorocznym sukcesie na Chińskiej ziemi zostaliśmy zaproszeni do udziału w kolejnym turnieju. Niestety, nie zobaczycie w tej relacji zdjęć Żyrafy (przepraszam!), bowiem kierowana szlachetnością serca odstąpiła swoje miejsce Jurkowi Jackowskiemu. Czasu na przygotowanie naszej skromnej drużyny nie było wiele, strona Chińska dała nam dwa miesiące. Zatem i sponsora nie znaleźliśmy, a szkoda, przepadła szansa na pokazanie się w Chińskiej TV na pierwszym programie. Do mnie i Jurka dołączył znany zawodnik Karol Pisarkiewicz oraz jego muza, Mira Wysocka.
Taka oto drużyna Polskiego Stowarzyszenia Łucznictwa Tradycyjnego wystąpiła i pokazała urbi et orbi klasę zdobywając brązowy medal w klasyfikacji drużynowej wespół z Rumunia i Niemcami.
Po przylocie tak wyglądała impreza powitalna - 65 narodów, w tym 40 zagranicznych zawodników.

Karol z drużyną Węgier - ten po prawej jest autorem rekordu Węgier na odległość - 508 metrów.

A to starzy znajomi, drużyna z Pekinu:)

W trakcie wieczoru załatwialiśmy także ważne sprawy - tutaj otrzymujemy zaproszenie do ETAS (European Traditional Archery Society).
Następnego dnia odbyła się ceremonia otwarcia. Przed uroczystością mieliśmy chwilkę na kilka pamiątkowych zdjęć:

Tu razem z English Warbow Society oraz przedstawicielem Tanzanii.


Rumunia ( to ci w czapkach), Wegry i Malezja.

A to starzy znajomi, Koreańczycy.

A to już stadion, upał i 40 minut oczekiwania w słońcu. Na zdjęciu - Szwecja.

Polak Węgier dwa bratanki, i do flagi i do szklanki.

:)


A to już my w pełnej chwale stadionowej:)
Następny dzień to już pokazy i turniej. Jak zawsze w Chinach, 90 procent energii idzie w ceremonię otwarcia, a 10 w same zawody. Mimo to panowała świetna atmosfera, w trakcie oczekiwania na swoje tury strzelań odbywały się ważne rozmowy, wymiany adresów i doświadczeń, słowem doskonała okazja do poznania się i wymiany kulturowej. Organizatorom zależało bardzo na tym, żeby wygrała lokalna drużyna, i tak się zresztą stało. Gdyby nie wrodzony spryt, w dniu treningu oddalibyśmy 4 strzały na głowę (sic!). Jednakże wedle zasady Polak potrafi w jednym z parków znaleźliśmy tor łuczniczy. Lokalne drużyny oczywiście miały dostęp do torów treningowych, a nawet strzelały na miejscu zawodów w trakcie naszych obiadów :) Nam odmówiono takiej możliwości. Gdyby nie to, kto wie, może Karol byłby na podium?

Koreańska drużyna podczas pokazu.

Mira w akcji.

Konkurencja poważna....

Mr. Jackowski, znany Master z Polski.




Chyba coś nie wyszło...

Oto jak rozwiązano problem nieuczciwości w ilości oddanych strzałów. Po lewej - linia oczekiwania, po prawej - linia strzelań. Na prawej linii można było mieć tylko tyle strzał w kołczanie, ile jest w serii.


Znany zawodnik Karol Pisarkiewicz po oddaniu serii.

Mr. Jackowski, Poland.

O, Holender!

Komisja sędziowska.

Nasz zeszłoroczny znajomy, jeden ze współorganizatorów turnieju w Ledu i jego zwycięzca.

Romania, avanti!

Akcent patriotyczny był i tak nie do uniknięcia.


Lokalne drużyny zajęte omawianiem sprzętu.

Łuki, tzw. naturale.

Aaron w akcji - w tych zawodach wywalczył srebro, podobnie jak ja w zeszłym roku.

Szwecja.

Mira z Christinami (angielką po prawej i holenderką po lewej)


Karol i przyjacielska wymiana strzał.

Anglicy zawsze robią wszystko troszkę inaczej... Na zakończenie strzelanie na 200 metrów, jako osobny konkurs.

Shy-Fu Wang, współorganizator poprzednich zawodów.

A to nasze wspólne, pamiątkowe zdjęcie.

Rozdanie nagród i zamknięcie zawodów. Mina Karola - bezcenna:)

Rumuni mimo to biją go na głowę. W zawodach drużynowych razem zdobyliśmy brązowy medal. Pamiątkowa tablica powędrowała do Rumunii, aby wspomóc rozwój ich młodej organizacji. Ciekawostką jest, ze Rumunom udało się przekonać ich związek łuczniczy do stworzenia oddziału łucznictwa tradycyjnego. Wspólnie doszli do wniosku, że popularyzacja łucznictwa w każdej formie leży we wspólnym interesie łuczników. Kiedy do tego dorośnie Polski Związek Łuczniczy?

Aaron w glorii i chwale:)


A to nasze wspólne zdjęcie - Rumunia, Polska i Niemcy.
Po zawodach Aaron zabrał nas na wycieczkę nad jezioro Quinghai.

Jurek oko w oko z największym jeziorem Chin.

Cele są wszędzie tam, gdzie Karol:)

Jak wsiąść na Jaka?

Na koniec zdjęcia z wycieczki PSŁT na mur...












Ostatni dzień w Xining spędziliśmy na targu.

Eh, żeby u nas takie namioty szyli...



I to na podszewce z kwiatów...


Jeszcze tylko wpis w hostelu nad wpisem z zeszłego roku i do domu!
Langkawi - ciąg dalszy...
Link 09.12.2010 :: 11:02 Komentuj (0)

Pamietacie naszego kolege z Hong Kongu? Okazuje sie , ze ma rodzine na Langkawi, fajne chlopaki, tylko troche sliskie ....

Bardzo pouczajaca wycieczka w las mangrowy. Dowiedzielismy sie wiele o powstawaniu takiego lasu. Normalnie National Geographic byl ze hej:)

Bunkrow nie ma , ale tez jest......

Jaskinia nietoperzy.


My tez na takiej lodce jestesmy i zwiedzamy geopark:)

W jednym z kanalow jest najtanszy port na tej wyspie - 300 zl za miesiac kotwiczenia. To po prawej to farma rybna.


Tak sie hoduje malze i inne paskudztwa.

Na przyklad takie rybki ...

Albo takie przedpotopowe stwory. To niepodwazalny dowod na to ze swiat powstal w 5 tys lat temu, po prostu Bog zapomnial zamienic tego skorupiaka w kopaline, dajac naukowcom pstryczka w nos a wiernym zywy dowod na istnienie PLANU.

To ten sam , tylko od gory. Dotknijcie a uwierzycie....

To juz w ogole jakies science fiction jest dla mnie.

Sting ray - jego wiekszy kolega zalatwil faceta od Krokodyli.


A to ciekawe - te male ostre to sa korzenie mangrowca.


Rzeka.

Orzel.

Fajne , nie ? Sam robilem :):):)

Skorki z kurczaka sa naturalnym pozywieniem tych lownych ptakow.


Eh, tylko troszke nieostre wyszlo - ale i tak mi sie podoba:)

Jak dla mnie , to tak wyglada slimak, ktory poszedl do wojska...


I ja niby od tego pochodze?



A tak sie przygotowujemy do bardzo niebezpiecznego zajmowania miejsc w wagoniku.

Jest lekki dreszczyk - najbardziej strome gondole na swiecie...



Eh... nic dodac, nic ujac...




A to most wiszacy ktory lekko sie kolysze pod nogami, nieprzyjemne uczucie.
I tym samym doszlismy do konca naszej przygody. Zebyscie za nami nie tesknili, postanowilismy kontynuowac bloga - bedziemy zamieszczac zdjecia z fajnych wyjazdow w kraju. A teraz do ROBOTY!
Langkawi (Malezja)
Link 25.11.2010 :: 08:56 Komentuj (5)
A: Jest wspaniale, goraco, rajsko. Wyspa nas kompletnie zauroczyla. I wszystko byloby dobrze gdyby nie jedna rzecz. Ale po kolei. Fotorelacja z naszego pierwszego dnia na Langkawi:
Nasz hotelik


O poranku postanowilismy wypozyczyc skutery, zeby poczuc wiatr we wlosach i pozwiedzac wysepke

A potem z godziny na godziny bylo coraz lepiej :)







Az do feralnej chwili kiedy okazalo sie, ze nieposiadanie tylnego hamulca w motorze moze byc niebezpieczne...

Dla zainteresowanych - Piotrek zyje, ma sie dobrze - ma rozwalony duzy plalec u nogi, dostal antybiotyk, kustyka, ale poza tym wszystko w porzadku. Sloneczne wakacje na rajskiej wyspie beda nieco ograniczone dla niego, ale goi sie dobrze i moze chociaz na koniec wyjazdu jeszcze sie wykapie. Codziennie je kurczaki, zeby wspomoc gojenie i jest bardzo dzielny!
A to ja na bananie nastepnego dnia. Poznalismy wreszcie jakis Polakow i spedzamy z nimi sporo czasu - wreszcie nie ma granic kulturowych!

P:Z tym motorem to nie do konca tak. Hamulce dzialaly, niestety slabo, jechalem wolno, zaczelo mnie wynosic, a ze czlowiek przyzwyczajony do polskiego asfaltu , to lekkie nacisniecie przedniego hamulca na szorstkim betonie , i chwile pozniej leze w rowie. Jechalem moze 40 na godzine, to samo mogloby sie zdarzyc na rowerze. Pech, ktory mnie przesladuje od poczatku wyprawy zaowocowal teoria, ze nie moge jechac na niczym co mam miedzy nogami ;)
Australia na wylocie
Link 16.11.2010 :: 10:38 Komentuj (5)

Minelo kilka tygodni i bardzo prosimy o wybaczenie. W normalnych dyktaturach azjatyckich internet jest powszechnym zjawiskiem, ludzie maja szeroki dostep do sieci, co znacznie ulatwia pisanie bloga. W Australii internet przypomina czasy dawnej swietnosci TPSA , podobnie wyglada takze jakosc laptopow wsrod lokalnej populacji. Czyli wczesne lata 90te. Tym samym nie mielismy zbytnio okazji do stworzenia sensownej relacji.
Od razu zaznaczam, ze nie jestesmy wielkimi fanami tego kraju, co za tym idzie ta relacja musi zostac mocno okrojona z wypowiedzi i slow, ktorymi poslugujemy sie tu na co dzien tak, aby mlodzi czytelnicy nadal pozostali naszymi wiernymi fanami.
Przyroda
Mimo usilnych prob w ciagu trzech tygodni widzielismy kangury raz z daleka. Kilka ptakow ponizej:



Przypomnialy sie czasy, jak mi w Norwegii fiordy z reki jadly...


Buszmeni. A: Zwroccie uwage na busz - po prawej spalony, jest to niezbedne aby drzewa otworzyly szyszki z nasionami i w ogole cos wyroslo. Jak zwykle wszystko do gory nogami. Ponizej owa szyszka...


Dojechalismy w okolice Sydney do fajnych znajomych, psychodelicznych folkowcow. Tam bawilismy sie calkiem fajnie objadajac sie do nieprzytomnosci serem, robiac wycieczki po okolicy, sluchajac jak Nick gra na dudach:)

Nick.

Damian, milosnik Husarii, ksiazek i swojej dziewczyny, Bob ;)
Ta kolezanke juz znacie.


Nick, skrzyzowanie Dixiego z Gongu i mojego brata.

Bob.

Nick po kilku glebszych. A: Wszelkie stroje spowodowane Halloweenem :)

Paranoja na punkcie bezpieczenstwa to jedna z cech narodowych Australijczykow.

Pogoda nam dopisywala i wspolnymi silami dotarlismy na plaze.

Jeden z miliona lokalnych gatunkow ktorych jedynym celem jest okaleczenie, zranienie, zabicie czlowieka w tym slonecznym kraju.


Kolejna rzecz - mania na punkcie wielkosci. Oprocz wielkiego ziemniaka, przy ktorym zawiazalismy silna Polsko-Australijska przyjazn, widzielismy kilka innych monumentow. (za nami Wielki Ziemniak, pochwalony )

Tradycja nakazuje, ze domowe zwierzeta przy gosciach rozmnazaja sie. Dotyczy to psow i zab. Ma to prawdopodobnie zwiazek z kultem plodnosci, ale o to pytajcie Anie.

Ladne kwiatki, nie ?



Jeden z parkow ktore odwiedzilismy.

To taki jez, tylko wiekszy i zre mrowki.


Kangury:)


Dla odmiany nasze Volvo - w srodku glosno jak w czolgu, ale jakos jedzie....

Krag celtycki . Wiem. Mialem nie komentowac wiec nie bede.

A to zrodlo MOCY w samym sercu tego przedwiecznego kregu....

Excalibur, a jakze , tez musi byc.

Widac starozytna technike wiercenia na kamieniach....


A to wydmuszka po szaranczy, jakies 8 cm dluga.... paskudztwo. Ale nie zabija.

Wielka Krewetka!!!!!!

Ale tu juz nie wytrzymam i powiem. Australijczycy to paranoicy. Kiedys dziecko sasiadow utopilo sie komus w basenie, sprawa poszla do sadu, obie strony zostaly ukarane. Od tego czasu kazdy basen w kraju musi miec 1,5 metrowy plot. Nic nie moze stac kolo plotu, nie moze wisiec nad nim galaz (tysiace wycietych drzew), nawet gdy basen stoi przy plocie oddzielajacym dzialke, musi miec dodatkowy wewnetrzny plot. Posesje sa patrolowane z powietrza i za brak plotu groza wysokie kary. Z ostatniej chwili - jakis dzieciak wszedl na pociag i sie zelektryzowal na smierc. Teraz trzeba bedzie narobic plotow !


Slynna Pavlova - niemozebnie slodki deser.

No i najslodsza istota jaka spotkalismy.

Wyspa z Ibisami, te kupy krzakow to ich gniazda.



Tutaj widzicie mnie jak zmieniam zdanie co do dzieci. Jednak kiszone w beczce....

Dom.

Centrum Maryborough, miejsca ktore aspirowalo do bycia stolica Queensland. Jedyne ladne miasto po tej stronie gor ;)


Poniewaz oczekujecie po nas dobrych wrazen, oto prawdziwie sztuczne usmiechy.

Fajne drzewo.

To dla Oli.

Ja, szczur.

Jedyny zachowany czolg z pierwszej wojny, Brisbane.

Impreza urodzinowa Damiana i Bob (po lewej w kolorowej sukience). Nasi obecni gospodarze i wspaniali ludzie, bez ktorych pobyt w Australii bylby duzo gorszy. I tyle. Nic wiecej nie powiem.
JUZ ZA DWA DNI WYLATUJEMY, HURRA!!!!!!!
A: Mamy jeszcze sporo zdjec i filmow z Kangurlandu, ale to juz po powrocie. Nastepny punkt programu - Langkawi - tropiki, plaza, woda, cieplo, slonce. Jak tam pogoda u Was?
Australia!
Link 21.10.2010 :: 04:33 Komentuj (14)
Odpoczywamy i lenimy sie ogladajac seriale. Mimo to obejrzelismy kilka miejsc w okolicy , bylismy w parku narodowym i na festiwalu miedzykulturowym. Ponizej kilka zdjec:


Ja z Danem i jego corka , Quinn

Z tego robi sie dobre burgery


To dla tych, co uwazaja, ze jak sie jest turysta to koniecznie trzeba prosic obcych ludzi zeby robili nam zdjecia

JA i Derryll , i wspaniale australijskie burgery....

Park narodowy




Ten wodospad ma jakiees 40 metrow wysokosci i jest bardzo ladny




Fajne drzewa :)

Dom Dana i nasza obecna kwatera



Nie strzelac do kangurow!


Dan z corka

Ibis. Odpowiednik naszego golebia.
I tak wlasnie leniwie plynie nam czas w Australii. Jak sie cos wydarzy to damy znac. Pozdrawiamy
Kolejny dzien w KL (4)
Link 10.10.2010 :: 08:25 Komentuj (7)
Kolejny dzien na zakupach. Poszlismy z Ania poszukac jakiejs bluzki, ktora moglaby nosic w Australii. Jezeli zwrociliscie uwage na zdjecia, to wiecie juz , ze od 3 miesiecy jestesmy ubrani tak samo. W koncu bedzie to nasz miesiac miodowy ;)
KL okazalo sie rajem zakupowym. Ceny bardzo umiarkowane, niektore rzeczy naprawde tanie. No i ten styl!
Zwroccie uwage - w tym kraju jest niesamowita meska moda. Kiedy w Europie elegancki stroj to garnitur i ewentualnie krawat stanowiacy o osobowosci wlasciciela, to w malezji - zobaczcie sami.










Slynne sklepy dywanikowe Szulca:)

A oto wnetrze trzypietrowego sklepu z materialami.

A na ulicy toczy sie zycie. I je sie :)
Murzynek po malezyjsku:








W tych lisciach jest ryz.

Burgery

Slynny durian - owoc ktory po przekrojeniu wydziela aromat spoconych skarpet. W wielu miejscach jest zabronione wnoszenie go do srodka.

Calkiem smaczny musze przyznac:)

Przy okazji pytamy grzecznie:
Czy odrobaczyles juz swoje dziecko?

KL dzien 3
Link 09.10.2010 :: 04:42 Komentuj (3)














A: Mamy jeszcze filmik z calego malowania mojej reki, ale jest za dlugi i ladowanie go trwa cale godziny. Po powrocie zrobimy kurs dla chetnych :) Ponizej efekt dzien po:

A tu film z ulicy - ten ladny budynek to Najwyzszy Sad:)
Pierwsze dni w Kuala Lumpur
Link 07.10.2010 :: 16:51 Komentuj (8)
Po trzech godzinach snu pojechalismy na umowione spotkanie z Fuadem i jego kolegami. Wspolne sniadanie i strzelanie w parku, owocne rozmowy, wymiana doswiadczen i opowiesci, wspaniala przyjazna atmosfera.
Mielismy tylko ten dzien, gdyz Fuad polecial nazajutrz do Korei na Mistrzostwa Swiata. Mimo to spotkanie bylo fantastyczne.

Luk koreanski

Luk typu hunter - o ile wiem, ma na koncie kilka dzikow :)

Po powrocie do hostelu Cosmopolitan (w rzeczywistosci tani, przyjazny hostel, nie zaden hotel) poglaskalismy kota po brzuszku.

(siedzial tak samo jak wychodzilismy, taki ma wyluzowany styl:)
Nastepny dzien postanowilismy spedzic w parku. Ptaszarnia (?) w KL jest najwiekszym tego typu obiektem na swiecie. Kilkaset gatunkow ptakow w przepieknie polozonym parku dalo nam okazje do zrobienia kilkuset zdjec. Kilka fajnych fotek .


Zwroccie uwage na styl w jakim spia flamingi. Cos jak ten glupek z Ice Age . Do tego zmieniaja pozycje w zwolnionym tempie....

A oto pelikan, z niego robi sie wieczne piora.


Powyzej - paw na suficie, ponizej motyl na siatce:)

A to moje najwieksze dokonanie dzisiejszego dnia - czyli rudy ptak. Nacjonalnyj Gieograf ze mnie ze ho ho.


Papugi chca loda:)


A oto filmy :
Ania
Piotr

Spotkalismy sie takze z nowym wcieleniem Mistrza Yody.


Na tym zdjeciu jest paw.

Kilka filmow z ptaszarni zamieszczam ponizej:)
To nie jest slow-motion
Ryyyybyyy
Nerwica
Achtung Dinozaur!
Odwiedzilismy takze Muzeum Sztuki Muzulmanskiej. Imponujacy, nowy budynek ze wspanialymi zbiorami. Tylko czesc zdjec tutaj zamieszczamy - spedzilismy tam kilka godzin fotografujac wszystko co sie da. A dalo sie wiele, co Wam (nie wszystkim, tacy dobrzy nie jestesmy) udowodnimy po powrocie. Szykujcie rzutniki i kanapy (kanapki tez)
Te pistolety nie tylko strzelaja, takze gryza...

Dla milosnikow Zekierow - krysztalowe cacko.

Emaliowane zloto.

A jak tesknota przycisnie...

Pochwa:) Mamy tez zdjecie szabli. Ale przyjemnosci trzeba sobie dawkowac:)

Scena bitewna malowana na skorze.

Koran , zlocone literki, cacuszko.


Ponizej: hinduskie japonki

A tak mozna poruszac sie po KL omijajac korki.

Jutro na zakupy, no i wiecej zdjec. Pozdrawiamy!
Life's good in Hong Kong!
Link 04.10.2010 :: 17:59 Komentuj (3)
Jutro lecimy do Kuala Lumpur. Na zakonczenie przygody z Hong Kongiem bardzo optymistyczny filmik z dzisiejszego wieczoru:
Muzyka
W celach badawczych...
Link 03.10.2010 :: 17:19 Komentuj (4)
... zamieszcze tu stek bzdur aby sprawdzic , w jaki sposob ludzie do nas trafiaja. I tak: kredyt mieszkaniowy, samochod, zegarek, dom, bizuteria, roslina,seks ,sex, niedzwiedz, sport, nabuchonodozor, karabin, mysz, mieso, jajko, halucynacje, wizje, wizjer, okno, dwuspadowy, dwusow, bierzmowanie, Rydzyk, krzyz , pierogi, cellulit, piegi, wlosy, szampon, refleks, szklo, nieznane, cumulus, morze, ryby.
Gwoli wyjasnienia - mamy program , ktory sprawdza, jakie wyszukiwanie zaprowadzilo delikwenta na nasz blog. O najciekawszych bedziemy was informowac. Od wyjazdu udalo nam sie zgromadzic nastepujace hasla:
Budujemy samodzielnie orliki czy to szczyt naszej techniki
bluzka i gorset oktoberfest gdzie kupic
"nad brzegami jeniseju"
plandeka samochodowa przed gradem
polowanie orlami
chiny obyczaje kochanki
KRasnoludek wypije pare wodek
wódka ryżowa
stosunek chinczykow do obcokrajowcow
po częsci artystycznej bedą autografy, zdjęcia
autostrady budują chinczycy
nowoczesna kawiarenka
Pozdrawiamy!