Australia na wylocie




Minelo kilka tygodni i bardzo prosimy o wybaczenie. W normalnych dyktaturach azjatyckich internet jest powszechnym zjawiskiem, ludzie maja szeroki dostep do sieci, co znacznie ulatwia pisanie bloga. W Australii internet przypomina czasy dawnej swietnosci TPSA , podobnie wyglada takze jakosc laptopow wsrod lokalnej populacji. Czyli wczesne lata 90te. Tym samym nie mielismy zbytnio okazji do stworzenia sensownej relacji.

Od razu zaznaczam, ze nie jestesmy wielkimi fanami tego kraju, co za tym idzie ta relacja musi zostac mocno okrojona z wypowiedzi i slow, ktorymi poslugujemy sie tu na co dzien tak, aby mlodzi czytelnicy nadal pozostali naszymi wiernymi fanami.

Przyroda

Mimo usilnych prob w ciagu trzech tygodni widzielismy kangury raz z daleka. Kilka ptakow ponizej:









Przypomnialy sie czasy, jak mi w Norwegii fiordy z reki jadly...





Buszmeni. A: Zwroccie uwage na busz - po prawej spalony, jest to niezbedne aby drzewa otworzyly szyszki z nasionami i w ogole cos wyroslo. Jak zwykle wszystko do gory nogami. Ponizej owa szyszka...





Dojechalismy w okolice Sydney do fajnych znajomych,  psychodelicznych folkowcow. Tam bawilismy sie calkiem fajnie objadajac sie do nieprzytomnosci serem, robiac wycieczki po okolicy, sluchajac jak Nick gra na dudach:)



Nick.



Damian, milosnik Husarii, ksiazek i swojej dziewczyny, Bob ;)



Ta kolezanke juz znacie.





Nick, skrzyzowanie Dixiego z Gongu i mojego brata.



Bob.



Nick po kilku glebszych. A: Wszelkie stroje spowodowane Halloweenem :)




Paranoja na punkcie bezpieczenstwa to jedna z cech narodowych Australijczykow.



Pogoda nam dopisywala i wspolnymi silami dotarlismy na plaze.



Jeden z miliona lokalnych gatunkow ktorych jedynym celem jest okaleczenie, zranienie, zabicie czlowieka w tym slonecznym kraju.





Kolejna rzecz - mania na punkcie wielkosci. Oprocz wielkiego ziemniaka, przy ktorym zawiazalismy silna Polsko-Australijska przyjazn, widzielismy kilka innych monumentow. (za nami Wielki Ziemniak, pochwalony )



Tradycja nakazuje, ze domowe zwierzeta przy gosciach rozmnazaja sie. Dotyczy to psow i zab. Ma to prawdopodobnie zwiazek z kultem plodnosci, ale o to pytajcie Anie.



Ladne kwiatki, nie ?







Jeden z parkow ktore odwiedzilismy.






To taki jez, tylko wiekszy i zre mrowki.





Kangury:)





Dla odmiany nasze Volvo - w srodku glosno jak w czolgu, ale jakos jedzie....



Krag celtycki . Wiem. Mialem nie komentowac wiec nie bede.



A to zrodlo MOCY w samym sercu tego przedwiecznego kregu....



Excalibur, a jakze , tez musi byc.



Widac starozytna technike wiercenia na kamieniach....





A to wydmuszka po szaranczy, jakies 8 cm dluga.... paskudztwo. Ale nie zabija.



Wielka Krewetka!!!!!!



Ale tu juz nie wytrzymam i powiem. Australijczycy to paranoicy. Kiedys dziecko sasiadow utopilo sie komus w basenie, sprawa poszla do sadu, obie strony zostaly ukarane. Od tego czasu kazdy basen w kraju musi miec 1,5 metrowy plot. Nic nie moze stac kolo plotu, nie moze wisiec nad nim galaz (tysiace wycietych drzew), nawet gdy basen stoi przy plocie oddzielajacym dzialke, musi miec dodatkowy wewnetrzny plot. Posesje sa patrolowane z powietrza i za brak plotu groza wysokie kary. Z ostatniej chwili - jakis dzieciak wszedl na pociag i sie zelektryzowal na smierc. Teraz trzeba bedzie narobic plotow !





Slynna Pavlova - niemozebnie slodki deser.



No i najslodsza istota jaka spotkalismy.



Wyspa z Ibisami, te kupy krzakow to ich gniazda.







Tutaj widzicie mnie jak zmieniam zdanie co do dzieci. Jednak kiszone w beczce....




Dom.



Centrum Maryborough, miejsca ktore aspirowalo do bycia stolica Queensland. Jedyne ladne miasto po tej stronie gor ;)





Poniewaz oczekujecie po nas dobrych wrazen, oto prawdziwie sztuczne usmiechy.



Fajne drzewo.



To dla Oli.



Ja, szczur.



Jedyny zachowany czolg z pierwszej wojny, Brisbane.



Impreza urodzinowa Damiana i Bob (po lewej w kolorowej sukience). Nasi obecni gospodarze i wspaniali ludzie, bez ktorych pobyt w Australii bylby duzo gorszy. I tyle. Nic wiecej nie powiem.

JUZ ZA DWA DNI WYLATUJEMY, HURRA!!!!!!!

A: Mamy jeszcze sporo zdjec i filmow z Kangurlandu, ale to juz po powrocie. Nastepny punkt programu - Langkawi - tropiki, plaza, woda, cieplo, slonce. Jak tam pogoda u Was?












Alina 17.11.2010, 10:40

O kurde, dopiero teraz przyjrzałam się zdjęciu, na którym tak dokładnie oglądasz dzieciaka. Wprawnym okiem szefa kuchni.

mat 16.11.2010, 15:33

o prosze do kogoś w końcu jestem podobny hehehee albo ktośdo mnie . pozdro z klecholandu

niejestempolakiemcomarudzi 16.11.2010, 13:37

jak pieknie piszecie, jaki piekny kraj, jakie mile wrazenia!
:D

bunia 16.11.2010, 12:52

ciekawe czy do basenów szpitalnych również montują barierki...

Alina 16.11.2010, 12:20

Nie no, jest wspaniale, mimo połowy listopada można jeszcze czasem wyjść z domu bez czapki, tak więc nikomu nie zaimponujecie tym Langkawi.